Dojrzały, czyli jaki?

Dojrzały, czyli jaki?

Kilka dni temu zatrzymałem wzrok na liściach spadających z pobliskiego drzewa. Nigdy nie nazwał bym siebie nostalgicznym, ale przez chwilę myśli zboczyły w stronę kwestii wieku i szeroko pojętej dojrzałości. Czy ja jestem dojrzały? Tak na dobrą sprawę co to oznacza? Dojrzały, czyli jaki?

Współcześnie najpewniej duża część z nas utożsami dojrzałość z pozycją zawodową i zasobnością portfela. Dojrzały to prawdopodobnie elegancko ubrany posiadacz skórzanej teczki, trzymający w ręku najnowszy model smartphone’a. Ma na wizytówce wytłuszczoną nazwę stanowiska, spędza większość czasu przed komputerem. W wypowiedziach używa połowy zawartości słownika wyrazów obcych i żeby zostać lepiej zrozumianym, angielskiego. Zorientowany biznesowo, dynamiczny znawca technik perswazji i dużej części funkcji Excela. Co jednak zrobić z tymi wszystkimi, którzy świetnie odnajdują się w handlu warzywami. Codziennie rano pojawiają się na targowisku żeby sprzedawać to, co wyrosło w ich gospodarstwie. Gdzie miejsce dla rzetelnych budowlańców czy lubiących swoją pracę barmanów. Choćby działali w samym środku warszawskiego zagłębia na Domaniewskiej, nie staną się dzięki temu lekarzami, prawnikami czy architektami. Czeka ich niebyt? Może powinno się umieścić ich w odosobnieniu by nie razili swą obecnością reszty społeczeństwa? Nie do przyjęcia jest fakt, że na pewno są wśród nich ludzie majętni i pracowici. Zastanawiając się nad tym odpręża mnie myśl o seryjnych kłamcach i biurowych karierowiczach, którzy wykazują kompetencje jedynie w sprawianiu wrażenia. Czy dojrzałość objawia się umiejętnością mydlenia oczu? Intryganctwem? Zamiłowaniem do biznesowego pustosłowia? A może nieumiejętnością przejmowania inicjatywy w sytuacjach kryzysowych? Boże, jeśli istniejesz, nie pozwól bym kiedykolwiek oceniał dojrzałość na podstawie czyjejś marynarki. Nie pozwól.

Idąc ulicą coraz częściej zwracam uwagę na ludzi pchających wózek z dzieckiem. W odróżnieniu od tych, którzy spoglądają na jego zawartość, moją uwagę przyciąga pchający. Ciekawi mnie wiek, płeć i wyraz twarzy rodzica. Zdarzają się oczywiście pary i odbiegające od statystyki babcie, dziadkowie czy nianie. Jeśli na podstawie wykonywanej pracy nie da się ocenić dojrzałości, może jest nią rodzina? Czy posiadanie męża lub żony oraz dziecka to odpowiedni argument? Uśmiecham się w duchu myśląc o parach, które znają się kilkanaście czy kilkadziesiąt lat i są szczęśliwe. W moim bezpośrednim otoczeniu są tacy ludzie, co jednak nie stanowi reguły. Jak we wszystkich częściach życia, tak i w partnerstwie pojawiają się wyzwania nie do przejścia, burzące obraz sielanki. Zagłębiając się w siebie wiem, jak na moje nastawienie do rodziny wpływ ma ta, która powołała mnie na świat. Nie sposób też odwracać wzrok od mijanych młodych matek, agresywnych partnerów, którzy odnoszą się do siebie bez szacunku czy dziadków, wychowujących nie kochane przez rodziców dziecko. W moim rozumieniu dojrzałości nie mieści się coś takiego jak presja otoczenia czy wieku. Ciężko wyobrazić mi sobie sytuację w jakiej podporządkowuję decyzję o założeniu rodziny opinii matki czy ojca albo mojej dacie urodzenia. Przyglądam się jeszcze raz tym wszystkim przypadkom i robię się znów spokojny. Rodzina nie jest wyznacznikiem, to pewne.

Wychowawszy się na warszawskim Targówku, który w drugiej połowie lat ’90 wygrał policyjny ranking na dzielnicę o najwyższym odsetku wykroczeń przeciwko nietykalności cielesnej, przyzwyczaiłem się do zjawiska „znieczulicy”. Upraszczając i przenosząc na grunt ludzi, którzy nie popełniają przestępstw, bliźni jest przecież jak powietrze. Nie trzeba mówić mu prawdy, nie warto być względem niego uprzejmym i nie daj boże nie wolno dotrzymywać danego słowa. Absolutnie autodestrukcyjnym są też odwaga cywilna, odpowiedzialność i zaangażowanie w sprawy innych. Na ile dobrze rozeznaję współczesność, premiowaną postawą jest chamstwo, egoizm i wysublimowana powierzchowność. Wysublimowana, bo przesycona cynizmem i używając języka dzielnicy, brakiem jaj.

Przyglądając się spadającym, jesiennym liściom zwróciłem uwagę jak bardzo się od siebie różniły. Każdy z nich miał zupełnie inne proporcje żółci, czerwieni i brązu. Jedne były większe, inne zupełnie małe. Mimo wszystko spadały w jednym i tym samym kierunku, ku ziemi.

Ciężko jest zmierzyć dojrzałość, nie da się też zapewnić o istnieniu ludzi dojrzałych w każdej kwestii jednakowo. Nie praca, ani rodzina, stanowią sedno. Sądzę, że kiedy wygramy z naszym odruchowym tworzeniem antagonizmów, staniemy się zwycięzcami. Nie stawiajmy siebie po dwóch stronach barykady, nie szukajmy wrogów. Nauczmy się żyć ze świadomością, że każdy jest niepowtarzalny i może być wartościowym człowiekiem. Nie ma w mojej ocenie lepszego wskaźnika dojrzałości jak to, w jaki sposób odnosimy się do drugiego człowieka. Gdybym miał wyobrazić sobie zgromadzenie ludzi dojrzałych, widziałbym je jako okrąg. Taki, w którym nie ma miejsca dla wyróżnionych i podporządkowanych. Jesteśmy jednakowi i spróbujmy to zrozumieć. Dojrzale.

5 thoughts on “Dojrzały, czyli jaki?

  1. No właśnie – jaki?
    To osoba, która działa rozsądnie, mądrze, odpowiedzialnie? Dla każdego te słowa znaczą co innego. Dojrzałość oceniamy na podstawie norm społecznych, które są nam wpajane w domu, szkole, a nawet „na ulicy”. Dziś można się nieźle przejechać oceniając kogokowiek. Osoba, która na imprezie z najlepszą swoją paczką, spożyje dużą ilość dobrego trunku, po którym może nie do końca wiedzieć jak się zachiwuje w oczach innych może zostać oceniony jako „nieodpowiedzialny”, jednak ta sama osoba na codzień może mieć dobrze prosperującą firmę, kochającą rodzinę i bardzo bliskich przyjaciół, może nawet działa na rzecz jakiejś fundacji? Hmm, chyba jednak trochę jest rozsądna i dojrzała…
    Lub na odwrót, człowiek, którego oceniamy wiemy, że co roku zabiera rodzinę zawsze na dwutygodniowe wakacje za granicę, posiada własną, rozpoznawalną narynku firmę, nie nadużywa alkoholu, ani innych używek… , ale za drzwiami domu, leży na kanapie niczym „PAN”, odpowiada olewczo, nie angażuje się w sprawy rodzinne, nie pomaga przy pracach domowych, a na stawiane mu wymagania reaguje agresją i przemocą słowną, poniża, wyśmiewa, a co może się dzieć najgorsze nie daj Boże uderzy – czy taki człowiek jest dojrzały i odpowiedzialny? To są skrajne przykładowe sytuacje… Można rzec – całe szczęście, że mamy kryteria, oceny i wagi, każdy swoje indywidualne. Oceniajmy samych siebie i żyjmy w zgodzie ze swoimi kryteriami, ocenami, wymaganiami, a innych akceptujmy lub omijajmy. 😉
    Piękna złota, ciepła jesień…

    1. Ewo, tak właśnie myślę, akceptujmy lub omijajmy. Szanujmy. To chyba sedno. Pozdrawiam ciepło! Miło, że wpadłaś!

  2. Jesteśmy jednakowi, masz rację, ale człowiek do człowieka nigdy nie będzie odnosił się z szacunkiem. Dotyczy to każdego aspektu w życiu. Zawsze jest coś, co będzie powodowało, że będziemy patrzeć krzywo, tak samo Ty, ja, jak i przeciętny Kowalski. Ludzie- najpodlejszy gatunek na świecie.
    Fajnie, że myślisz. Do każdego zdania można byłoby się odnieść.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *