Tempus fugit, dziwko.

Tempus fugit, dziwko.

Obiecawszy sobie pisać tylko wtedy gdy będę czuł taką potrzebę, nie miałem pojęcia, że w międzyczasie ktoś sobie ze mnie tak mocno zakpi. Dawno nie czułem się tak poniżony, trudno opisać ten stan. Można odnieść tę sytuację do finału burzliwej sprzeczki z dziewczyną. Finalnie słyszysz kilka rzuconych w przypływie histerii epitetów, a na twarzy ląduje jej dłoń. Masz wrażenie, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i trzeba natychmiast coś z tym zrobić. Tak właśnie postąpił ze mną czas.

Gdy spoglądam na kalendarz dociera do mnie, że od chwili gdy obiecałem sobie z większym zaangażowaniem przeżywać każdy dzień, minęło ponad pół roku. Z radością wspominam jak świętowałem 29. urodziny. Wtedy też spisałem listę planów czy marzeń, które każdy z moich gości mógłby wdrożyć przez kolejne 12 miesięcy. Lista ta niezmiennie wisi na mojej lodówce, wracam do niej co jakiś czas i zastanawiam się na ile głęboko wzięliśmy sobie tę zabawę do serca. Celowo nazywam tamten mój happening zabawą. To czego wtedy nie potraktowaliśmy do końca poważnie, dziś chcę wziąć do serca jak najbardziej serio. Zabolało mnie, że swojego niewielkiego marzenia związanego z samorozwojem, nie wdrożyłem choćby w małej części. Oczywiście ostatnie miesiące to czas intensywny i owocny pod wieloma względami. Nic jednak nie powinno być usprawiedliwieniem dla faktu, że mogłem zrobić dla siebie jeszcze więcej.

Ostatnie półrocze uświadomiło mi, że trzeba godzić się z odchodzeniem. Odchodzeniem ludzi, z którymi przestało mnie łączyć tak dużo jak kiedyś. Nigdy nie zapomnę jak wiele wnieśli do mojego życia. Sam liczę, że doceniają mój wkład w ich codzienność. Wszak to, czemu chcę hołdować w relacjach, jest równowaga i wzajemność. Cieszę się, że z trudnościami (charakter pozostaje jednak niezmienny lub niezwykle trudny do edycji), ale systematycznie uczę się tego, że nie warto spalać się za wszelką cenę. Jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu byłbym gotów kierować uwagę na inspirującego mnie człowieka zupełnie jednostronnie. Nie przekona mnie już nikt, że i tego typu relacje są potrzebne w życiu, a oczekiwanie wzajemności jest koniunkturalizmem. Higiena znajomości jakie chcę budować nakazuje, bym był z drugim człowiekiem jednakowo szczęśliwy, jak on wydaje się zadowolonym z tego, że zna mnie. Czas ucieka, chcę więc jego drogocenne chwile oddawać w ręce tych, którzy docenią go tak jak ja.

Ludzie, którzy znają mnie lepiej wiedzą, że inspiruję się czasem wojskowością. Robi na mnie wrażenie heroiczny wysiłek, umiejętność błyskawicznego podejmowania decyzji i dobre planowanie. Z trzech rzeczy jakie wymieniam zdecydowanie posiadłem umiejętność decydowania. Nie cierpię czasu poświęconego na symulowanie wariantów, ocenę ryzyka, szukanie osoby decyzyjnej, gdybanie. To prawda, że część decyzji powinna być podejmowana w dłuższym czasie. Najczęściej jednak życie premiuje tych, którzy nie wahają się zbyt długo. Czymś czego zdecydowanie mi brakuje jest umiejętność podejmowania heroicznego wysiłku i dobrego planowania własnego życia. Potrafię zaangażować większą energię w krótszym czasie, ale nadal wiem, że dysponuję większymi jej zasobami. Zadaniem na najbliższy czas jest nauka tego jak podchodzić do wysiłku z pokorą. Godzić się na ból, ale wyłącznie w imię rozwoju i lepszego jutra.

Planowanie jest czymś o czym dużo mówi się w biznesie. Cele na krótki i średni okres oraz dalekosiężne perspektywy określane są przez niemal każdą firmę. Planowanie zadań, czasu niezbędnego do realizacji, ustalanie priorytetów i niezbędnych zasobów, w pracy idzie mi bardzo dobrze. Pora jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile precyzyjny plan mam na samego siebie. Czy odpowiednio szanuję to, że dni które mijają, nigdy już nie odzyskam? Tempus fugit kołacze się mocno w głowie. Planowo i o czasie chcę dowiadywać się, że moje życie wygląda tak jak chcę dziś oraz równie dobrze, jak zakładałem to jakiś czas temu. Do sprawnego decydowania muszę dołożyć więcej energii wkładanej w zmianę i ubrać to w choćby najprostszy, ale dający się zrealizować, plan.

Nieopodal laptopa słychać tykający zegarek. Ten dźwięk powinien mnie inspirować zawsze gdy decyduję, podejmuję wysiłek i planuję. Tykający zegarek powinienem sobie przypominać gdy poświęcam czas innym ludziom. Bo czas spogląda na mnie bez szacunku, śmiejąc się nadal: „Tempus fugit, dziwko.”.

One thought on “Tempus fugit, dziwko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *