Maraton podbiegów

Maraton podbiegów

Boże, tak bardzo brakowało mi biurka. W solidnej kanapie pojawiło się wiele mówiące wgłębienie, które znienawidziłem. A że każdego dnia chciałbym wdrożyć coś, co przybliży mnie do szczęścia, nie zastanawiałem się długo. Poirytowany wyniosłem stolik z kuchni. I tak nie robię z niego użytku. Potrawy jakie gotuję, według instrukcji na opakowaniu, nie potrzebują do tego blatu. Kiedy zapadł zmierzch, irytacja powróciła. Kurwa, jak tu ciemno. Nawet ekran komputera nie był w stanie oświetlić mi dłoni. Chwilę później znalazłem w sklepie najtańszą lampkę i najmocniejszą żarówkę jaką da się w niej zainstalować. W tym momencie tekstu powinienem zrobić chwilę przerwy żeby zostawić czas na celebrację. Dawno nic nie sprawiło mi takiej radości. Drobna zmiana nie pozwoliła zasnąć prawie do świtu. Udało się ruszyć ze sprawami jakie czekały nie wiadomo na co.

Wiem, że to oczywistość, ale pielęgnuję w sobie myśl o szybkim wdrażaniu. Zastanawiałem się czy to nie błąd, czy nie lepiej opracować plan i zebrać siły. Ale to się da pogodzić. Impuls z metodycznym działaniem. W każdej sferze życia. Jeśli jest cokolwiek co da się zrobić możliwie niedużym nakładem, na co czekać? Już nasze babcie wiedziały, że złej baletnicy nie pomoże nic.

Psychologowie rozpisują się na ten temat, ale znanym jest zjawisko życia w sferze wyobraźni. Przypadkiem trafił w moje ręce tekst o tym, z czym niemal każdy ma do czynienia. Myślimy o czymś, zadajemy sobie pytania, obserwujemy. Ale bliżej nieokreślona siła powstrzymuje przed działaniem. I nie jest to proste lenistwo, a złożony mechanizm, który depcze marzenia.  Bo czymże innym są marzenia jak nie wdrożoną aktywnością? Ktoś powie, że to górnolotne idee jakich nie da się pogodzić z życiem. Inaczej zwane mrzonkami. Jednak już kilka osób swoim przykładem udowodniło mi, że po prostu warto próbować się do nich zbliżać. Że przeciwności są stanami chwilowymi, a odpowiednio zinterpretowane, można właściwie uznać za motywatory. Także cokolwiek pojawia się na krawędzi naszego umysłu, gdzieś w kierunku serca idąc, winno zostać zrealizowane. Bo tylko podejście do tematu zbliży do odpowiedzi na blokujące nas pytanie – jak to jest?

I nim rozpłynę się w stanie euforii dodam jeszcze kilka zdań o warunkach. Jestem mocno przekonany, a przekonanie przekuwam w czyn, że na kuchennym stoliku powstaną rzeczy doskonałe. Bo już powstają, choćby były kilkoma zdaniami napisanymi dla własnej higieny. To, że ruszyłem z miejsca zawdzięczam niesamowitej historii jaką jest moje życie. Nigdy nie podchodziłem do tego w taki sposób. Nie chcę przedwcześnie ogłaszać zwycięstwa, ale mocnym krokiem idę w kierunku zadowolenia, którego w najśmielszych marzeniach nie było. Ważnym elementem jest pamięć o tych, którzy najgorsze otoczenie mieli sobie za nic. Wygrywając hartem ducha i siłą umysłu. Są wśród nas ludzie, którzy obok uprawiających jogging zaliczali ciągłe podbiegi. I nie mówię tu o sobie, mimo, że wiatr wiejący w żagle nieczęsto pcha moją łódkę naprzód.

Nie chcę już oglądać się na boki, tam nie ma nic ciekawego. Liczy się tylko to co za mną i przede mną, na moim torze. Skoro wiem, że do mety maratonu dobiegają ludzie, którzy wystartowali w trampkach.

Maraton podbiegów.


2 thoughts on “Maraton podbiegów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *