750 ml

750 ml

Kurwa, ile trzeba wypić, żeby wejść w miłość? Żeby pokochać? A ile, żeby przestać? Polska to kraj miłości, nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Tu wszystko zaczyna się i kończy. Gdzieś między ustami, a brzegiem pucharu. Na razie zatrzymuję się na etapie pucharu, ten musi być pełny. W oczekiwaniu na miłość. Która za chuj nie przychodzi. Po prostu nie.

Dlaczego chcesz dyskutować z tym, że mężczyzna to mężczyzna, a kobieta to kobieta? Czemu według Ciebie to źle? Jakie masz argumenty? I dlaczego takie słabe? Mówiłem Ci, nie chcę się kłócić. Przychodziłem z białą flagą, zawsze. Nawet wtedy kiedy byłem szorstki, kiedy popełniałem błędy. Czy do któregoś się nie przyznałem? Cokolwiek zataiłem? Z tarczą lub na tarczy, zawsze przychodziłem ze szczerością. Jedną z niewielu rzeczy w życiu, której jestem pewien.

Otworzyłem oczy i poczułem potworny ból głowy. Było ciepło. Słońce wpadające na klatkę oślepiło. Chwilę zajęło nim zorientowałem się gdzie jestem i jaka to pora dnia. Siedziałem na podłodze. Na spodniach i bluzie dużo zaschniętej krwi. Kurwa, jak to się stało? Rozpocząłem nierówną walkę z pamięcią. Wczorajsza impreza. Najpierw piwo i trawa z kumplami, Wisła. Przywitałem Warszawę po powrocie z UK. Huczne powitanie, jeszcze fajerwerki i ktoś by powiedział, że to wianki. Później standard, telefon zaufania do wszystkich, którzy tej nocy też chcą się zakochać lub odkochać. Albo po prostu zatracić, dla samego zatracenia. Wiem, już pamiętam. To było Wesele, samo centrum miasta. I taka ilość wódki i potu jakiej kurwa nikt nie widział. Czy raczej nie czuł. Jeśli tak ma wyglądać moje wesele, to ja podziękuję, zostanę kawalerem.

Pamiętasz początek? Byłem mężczyzną, a Ty kobietą. Nie wiem już ile godzin spędziłem próbując zagadać. Jezu, jakby za erudycję dawali medale, przyznaję, nie zmieściłyby się na klapie mojej marynarki. Ale powoli zaczęło się udawać. Każda kolejna rozmowa to jak front, który przesuwa się wraz z całą armią. Moja armia kroczyła wolno, ale dostojnie. A Ty chyba chciałaś zaspokoić trochę swojej ciekawości. Przyznaj, byłaś ciekawa, prawda? Bo nie umiesz pytać wprost, albo nie chcesz. Ale przyglądasz się z boku, trochę z daleka. Uwielbiałem słyszeć jak się śmiejesz. Tak wybuchowej mieszanki, jak my, nikt nie przygotował. Nie lubiliśmy się. Drażniliśmy siebie nawzajem. Zbiór przeciwstawnych cech i jeszcze bardziej przeciwstawnych poglądów. Ale kiedy zaczynaliśmy się śmiać, było w tym dużo chemii. Nie mogę mówić za Ciebie, ale czułem się fantastycznie. A każda chwila Twojego śmiechu to jak krzyk żołnierzy. Euforia kiedy przesunęli się naprzód. Oboje przesuwaliśmy się naprzód, nie było odwrotu.

Nie miałem kluczy. Nie miałem też kurtki, do której je schowałem. Z rozbitej głowy sączyła się krew. A obok oka pojawił się ogromny siniak. Czułem się jak wrak. Ja pierdolę, co się stało? Ktoś mnie pobił? Ja kogoś zaczepiłem? Na szukanie wspomnień wiedziałem, że jeszcze przyjdzie czas. Zadzwoniłem do ojca, upokorzenie, którego nikomu nie życzę. Zdawałem sobie sprawę, jak bardzo blisko teraz jesteśmy. Był ze mną kiedy byłem w UK. 68-latek, który oswoił Skype’a i rozmawiał z synem tak często jak tylko mógł. Wiedział dlaczego tam jestem. Dziś więc przyjechał i prawie bez słowa położył mnie na kanapie. „Prześpij się, po pracy pojadę do klubu po Twoją kurtkę. Przyjadę wieczorem, sprawdzić jak się czujesz”. Zachował się jak mężczyzna. Nie zadawał pytań, działał. On tego nie wie, ale nigdy tego nie zapomnę. Będę z nim zawsze, do samego końca. Jeśli uzna, że na niego już czas.

Pamiętasz wtedy, w pawilonach? Pierwsze, bardzo luźne piwo. Dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Uważnie mnie słuchałaś, zadawałaś pytania. Sama też miałaś dużo do powiedzenia. Spijałem każde słowo z Twoich ust. Ust od których nie mogłem oderwać oczu. Nie ma takiej pornografii, która byłaby w stanie przywołać takie emocje. Nie ma kurwa takich wierszy czy prozy, które mogą to opisać. Miałaś czarną sukienkę z gładkiego materiału. Prostą, ale elegancką i zmysłową. Wydaje mi się, że upięte włosy. Takie, które chciałoby się rozpuścić i dotykać. Doskonale pamiętam zapach perfum. Tak jakby ktoś stał obok z wielkim magnesem. Ja byłem kawałkiem metalu, który przyciągałaś. Byłem mężczyzną, a Ty kobietą. Byliśmy ich definicją, wzorem. Ale nie spodziewałem się, przyznaję. To jedno z większych zaskoczeń, wiesz, ja do dziś o tym myślę. Chwile mają to do siebie, że kiedyś muszą się skończyć. Od nas zależało, jakimi chwilami otoczymy się później. Idealny wieczór to taki, który nie trwa zbyt krótko, ani za długo. Nam udało się trafić w ten najlepszy moment. „Możemy jeszcze posiedzieć, albo wrócę do siebie. Możemy też jechać do Ciebie.”, najgenialniejszy wywód, najlepsza analiza jaką przeprowadziłem. Dostałem wtedy Nobla. Nobla z życia. Chwilę później wygrałem wszystko, rozbiłem bank. „Pojedziemy do mnie, zamówię Ubera.”, powiedziałaś.

Leżałem na kanapie wiele godzin. Obmyłem rany, zrzuciłem z siebie zakurzone, zakrwawione ubranie. Trochę spałem, piłem wodę. Zacząłem odpisywać na wiadomości, oddzwaniać. Tak, nie odbierałem od Ciebie. Nie mogłem, nie chciałem, nie miałem siły. Nie wiedziałem co powiedzieć. Czułem wstyd. Ale nie usprawiedliwiam się i nigdy nie usprawiedliwiałem. Nie wiem czy na moim miejscu byłabyś bardziej empatyczna, kiedy z Twojej rozbitej głowy sączyłaby się krew. Kiedy oko byłoby przysłonięte siniakiem. Nie wiesz co byś zrobiła, musisz mi to przyznać. Może wtedy na swój sposób martwiłaś się o mnie. Ale okazałaś to specyficznie. „Jeśli zaraz nie oddzwonisz, z nami koniec.” Przyznaję, po prostu nie tego się spodziewałem. Uwierz, nie liczyłem, że pochwalisz mnie za moje wyczyny i przyklaśniesz pijackim wybrykom. Ale są takie momenty gdy kobieta, gdy człowiek, może być wyrozumiały. Może się zatrzymać i najpierw pomóc, a potem odnosić cokolwiek do siebie. Wtedy zaczęłaś dyskutować z tym, że mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą. Wtedy uznałaś, że są jakieś zasady, których trzeba dochować. Nie wyciągnęłaś ręki, wycofałaś się. Uznałaś, że nie ma pola do popełniania błędów.

Kiedy przyjechaliśmy do Ciebie, zaprosiłaś mnie do swojego świata. Do domu, miejsca, gdzie każdy czuje się bezpieczny. Odkryłaś wszystko co najpiękniejsze. Zaufałaś mi. Dałaś wspomnienia, które nigdy nie znikną. Ze zwykłego życia uczyniłaś święto. Mężczyzna to ktoś kto docenia takie rzeczy. Dla mężczyzny nic nie jest oczywiste, a jedynie zdobyte ciężką pracą. Lub uzyskane od zaangażowanej, mądrej kobiety. Otwartej i namiętnej. Takiej, dla której być mężczyzną to przywilej. Dla której chce się być mężczyzną nawet do samego końca.

Kiedy wróciłem do Polski, nie wpuściłaś mnie do swojego świata. Do swojego życia, które chciałem z Tobą dzielić. Włożyłaś naszą znajomość do zamrażarki. Nie rozumiem co się stało. Nie wiem dlaczego nie chciałaś pójść dalej. Nie wpuściłaś mnie głębiej, do kolejnych pokoi. Wtedy zaprzeczyłaś, że mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą. Wdałaś się z tym w dyskusję, nie wiem czemu. Nie pozwoliłaś bym przejął stery. Swoje zaufanie wycofałaś. Wiesz, nigdy nikogo nie byłem bardziej pewny. Po tym jak 4,5 roku wcześniej zmarnowałem coś wyjątkowego. Liczyłem, że tym razem się uda. Po drodze popełniłem masę błędów, jestem mężczyzną. Ale liczyłem, że pozwolisz mi na więcej. Chciałem, żebyś oddała mi inicjatywę i zaufała, będąc kobietą.

Miałem to napisać wczoraj, ale 750 ml wina odjęło siły. Nie wiem ile trzeba wypić żeby się zakochać. Żeby komuś się oddać. Żeby zaufać. Nie wiem też ile kurwa musi upłynąć, żeby przestać. Po prostu nie wiem. Miłych walentynek dla wszystkich.

Warszawa, 14.02.2018 roku

2 thoughts on “750 ml

    1. To ja powinienem podziękować. Nie mam poczucia, że wiele ludzi zrozumie po co chcę to robić. Ale tym, którzy nie odrzucają takiej postawy, jestem podwójnie wdzięczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *