Second hand

Second hand

Cztery piwa i energetyk wypite, można pisać. A co kurwa? Myśleliście, że jest inaczej? Czasy są ciężkie i trzeba sobie radzić. No właśnie, dziś trochę cienia rzucę na współczesność. Bo mam poczucie, że zaproponowane nam mechanizmy nie zawsze się sprawdzają. Ale zacznijmy od początku.

Kasjerka z Biedronki wzięła mnie dziś pod włos. Jebana, wyczuła sytuację. Jak operacyjny, który snuje się po mieście w weekendowe noce. Nie wiem, może widziała mnie w Luzztrach? Chuj wie. „To już czas na dziecko, lepiej wcześniej niż później”, brzmiały jej złote rady. Oczywiście musiałem wtrącić swój suchy żart, że pewnie widzi moje siwe włosy. Poczerwieniała jak pomidor, chwilę się pośmialiśmy, było miło. Ale to nie tak proste jak myślicie, to nie jest tekst przeciwko rodzicielstwu. Przeciwnie. Chciałbym wtrącić dziś parę słów o tym, że zostać ojcem wcale nie jest tak łatwo. Oczywiście znajdą się asy, które wiedzą lepiej. Do klawiatury siadł Jasiński; pijak, ćpun i bawidamek. Pewnie okopie się na pozycji, że dziecko to słabszy z możliwych scenariuszy. Zmartwię niektórych, absolutnie tak nie uważam. Ba, może nawet są dni kiedy zakładam w ukryciu koszulkę „super tata”. Niestety nikt, poza mną, nie doceni tych przebieranek.

Uważam, że wszyscy jak tu jesteśmy, niesamowicie dajemy dupy. Ja daję, Ty dajesz. Twoja koleżanka i kolega też strasznie dają dupy. Bo sprawy poszły za daleko. Nie można żyć w przekonaniu, że miłość znajdziemy bez wysiłku. Że wykonamy magiczny swipe i życie odmieni się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Oczywiście musicie dobrze mnie zrozumieć, doczytać do końca, nawet to drobnym drukiem. Aplikacje, portale, grupy dyskusyjne są doskonałe. Nie ma narzędzia, nie ma miejsca do poznania drugiego człowieka, które jest gorsze od innych. Umówmy się, przecież wszystko zależy od nas. Od zdjęcia i opisu. A przede wszystkim od czasu, który poświęcimy na budowanie więzi z drugim człowiekiem.

Właśnie. Chcecie więzi? Nie łudźmy się, że powstanie w ciągu jednej rozmowy, jednego dnia czy jednego spotkania. Rozumiem wszelkie efekty halo, chemię i to co się z tym wiąże. Nie dyskutuję z motylami, które pojawiają się w brzuchu w ciągu chwili. Ale tempo jest zdecydowanie za duże. Nie dajemy sobie czasu, nie dajemy sobie szansy. Mamy oczekiwania, a nie zastanawiamy się, że znajomość jest jak plastelina. Wierzę, że dwoje ludzi może uformować siebie nawzajem. Wykorzystać potencjał wspólnego wysiłku. Poznania swoich przekonań i przyzwyczajeń. Polubienia tego co inne i tego co wspólne. Może okazać się, że dłuższy czas poświęcony drugiemu człowiekowi, zwróci się z nawiązką. Ale zrobiliśmy się wygodni. Łyknęliśmy jak pelikany to, co nam zaproponowano. Na przestrzeni 10 lat doskonale to zaobserwowałem. Rozmawianie z kimś? SMS-y? Maile? Messenger? Wyjście na kawę? Chuj, lepsze jest kilka ikonek wrzuconych pod zdjęcie. A nawet i to często stanowi zbyt duży wysiłek. Jeżeli uważasz, że za rogiem idzie partner, który myśli jak Ty, wygląda jak chcesz i pragnie zrobić dla Ciebie wszystko, muszę Cię zmartwić. Nie idzie. Nie ma go tam. On nie istnieje.

To o czym piszę uświadomiło mi własne życie. Nie silę się teraz na moralizowanie kogokolwiek. Dzielę się z Wami doświadczeniem, które kosztowało mnie bardzo dużo. Kiedy jeszcze nie istniała żadna aplikacja, kiedy tempo było mniejsze, sam wyrzuciłem kogoś ze swojego życia. Potraktowałem kobietę jak krzesło, które nie pasuje do reszty mebli. Wyprowadziłem ją ze wspólnego mieszkania i usunąłem z życia. Wystawiłem na śmietnik.

Od tamtego czasu wiem, że kluczem do sukcesu jest poznanie drugiego człowieka. Wejście w jego głowę. Nic nie zastąpi godzin rozmów o wszystkim co ważne. Choćby te rozmowy miały skończyć się sprzeczką. Nie wiem jak Wy, ale ja nie chcę obok siebie kogoś kto mówi dokładnie to samo co ja. Jeśli będę potrzebował własnej kserokopii, mam lustro z którym mogę być kiedy tylko zechcę. Nawet jeśli to poznanie będzie trwało dłużej, trzeba dać sobie szansę. Otworzyć się tak mocno jak umiemy. I wsłuchać w partnera. Nie wierzę w drogę na skróty, nie wierzę w półśrodki. Jak już powiedział ktoś ze znajomych, zrobiłem się radykalny. Bo uważam, że czasem nie da się inaczej.

Boli mnie, że second handy nie są już tak popularne jak kiedyś. Albo inaczej. Grupa ludzi, która wierzy w wysiłek zrobiła się niebezpiecznie mała. Bardzo szybko odrzucamy drugiego człowieka. Nie potrafimy wykonać kroku w tył we własnej głowie. Czyli ustąpić z pierwotnie przyjętych założeń, wizji, upodobań. Nie umiemy naprawiać błędów i z porażką szybko przechodzimy do porządku dziennego. Bo ja za porażkę uważam moment gdy ludzie nie dają sobie szansy. Na lepsze poznanie siebie nawzajem na samym początku. Czy na poprawienie czegoś, co popsuło się po latach. A wszyscy jesteśmy jak ubrania z second handu. Każdemu czegoś brakuje.

Współczesność zaszczepiła w nas dwie zgubne myśli. Pierwszą z nich jest poszukiwanie ideału. Przecież wokół nas jest tylu pięknych, mądrych i zaradnych ludzi. O przenikliwych spojrzeniach i doskonałych charakterach. Boję się jednak, że część z nas jest podkręcona jak wyścigowy samochód. A jesteśmy ludźmi i parametry są zbliżone, nie ma co się oszukiwać. Druga sprawa to dostępność. Dzisiejsze realia to aplikacje, globalizacja, nieograniczone możliwości. Na pewno ten wymarzony partner czeka na nas za każdym rogiem. Wystarczy przebierać i cieszyć się szczęściem, które dostępne jest dla każdego w dowolnej ilości. Wierzymy w alternatywy i szybko ruszamy na poszukiwania. Żeby tylko nie okazało się, że wrócimy z polowania z niczym.

Czuję się czasem jak chujowe, stare krzesło. Już kilka razy zdarzyło się, że nie chciano poświęcić mi więcej pracy. Nadać świeżości i pochylić się nad unikalnym stylem. Kiedy deklarowałem, że jestem gotów do dialogu. Gdy dawałem znak, jak dużo we mnie energii do działania. Ale czasy są kurewskie. Nasze serca zrobiły się chłodne. Biegniemy w kierunku  nowego, teoretycznie lepszego. Nie zdając sobie sprawy jak wielką krzywdę możemy zrobić sobie i drugiemu człowiekowi.

Kasjerce z Biedronki opowiem następnym razem, że to co wydaje się proste, prostym nie jest. Bo powołać na świat nowego człowieka to misja większa niż wysłanie rakiety w kosmos. To coś co powinno być ukoronowaniem życia i nagrodą, którą dajemy sobie jako parze. By zaś zbudować parę, niezbędna jest praca. Nie ma według mnie możliwości, aby pokochać i poznać siebie ot tak. Przez kliknięcie. Przez kilka imprez. Przez przypadek. Jako 32-letnie, porysowane krzesło, muszę cierpliwie poczekać. Wierzę, że second handy wrócą do łask.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *