Dystans, kurwa

Dystans, kurwa

Nie rozmyśliłem się z pisania, spokojnie. Trochę zwolniłem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu na końcu tunelu widać światło. I nie jest to pociąg towarowy. Odrobina nadziei, że nie skisnę z tego życiowego zmęczenia. Z jednej strony z założenia miał to być smutny blog. O zwykłym, chujowym życiu. Z drugiej zaś muszę być uczciwy. Nawet najgorsza passa znajduje czas na przerwę. Robię krok wstecz. Jest i będzie po prostu o życiu. Nawet kiedy wymknie się ono z pesymistycznej konwencji. Bo wierność swoim zasadom zaczyna przynosić owoce. A jaka jest dziś moja najważniejsza zasada? Dystans, kurwa.

Złap dystans do emo zjebów. Masz w swoim otoczeniu kogoś kto lubi mijać się z prawdą? Obgaduje wszystkich dookoła bez pamięci? A może wprowadza na spotkaniach nieprzyjemną atmosferę? Pewnie jest emo zjebem. Czuje się źle ze sobą, a jeszcze gorzej znosi kiedy Tobie jest dobrze. Zawiódł Cię i zamiast przeprosić, zaczyna atakować? Nie lubi przyznawać się do porażek i okazywać słabości? Nie potrafi Cię docenić? A może nie szanuje Twoich wyborów? Dziel przez cztery co do Ciebie mówi. A jeśli przegnie, spierdalaj. Nie odsuwaj się odrobinę. Spierdalaj.

Upadłeś? Póki nie skręciłeś karku, jest bosko. Nie wyszło Ci rzeźbienie kaloryfera na plażę? Nie dostałeś wymarzonej pracy? Zaspałeś? Rozwaliłeś telefon? Myślę, że naprawdę nic się nie stało. Dopóki nikt nie umarł, jest OK. Będziecie się z tego śmiać, a eksperci powiedzą, że to objaw jakiejś nerwicy. Kiedy byłem sporo młodszy wstydziłem się jeść w restauracjach. Niezła schiza, co nie? Nie wiem z czego to wynikało. Może to, że na komunię dostałem składak Wigry 3, uczyniło mnie gorszym? W każdym razie zawsze miałem poczucie, że ktoś się patrzy. I na pewno recenzuje czy na mojej brodzie nie pojawiła się kropelka zupy. Umówmy się, tak się nie da funkcjonować. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Choćbym cały miał się ujebać zupą, fakty są takie. Jestem dobrze wykształconym, zaradnym i pogodnym facetem. I nic, poza śmiercią, nie zachwieje mego poczucia swobody. Czego i Wam życzę.

Znajdź chwilę na zajawki. W tym całym zakręconym życiu naprawdę fajnie mieć coś, co się lubi. Jeden z moich ludzi jest asem gotowania. Czaruje w garnkach i częstuje takimi rzeczami, po jakich tam na dole (w brzuchu 😉 ), jest miło. Inny odnalazł się w łażeniu po górach. Co weekend czekam aż na pasku TVN 24 pojawi się komunikat o gościu, który zajadając się oscypkiem spadł 500 metrów w przepaść. Wiem jednak, że zrobi to z uśmiechem na twarzy. Pewna piękna finansistka zaczęła przygotowywać kompozycje z kwiatów. Dostałem foty na telefon i umarłem. Fragment mózgu odpowiedzialny za estetykę, zaczął przyjemnie mrowić. Nawet ja, hulaka i farmaceuta-amator, mam swoją odskocznię. Piszę Wam te przedziwne zwierzenia i cieszę się, że chcecie je czytać. W tle zaś uwija się Paul Kalkbrenner, niemłoda już nadzieja niemieckiej EDM.

Tinder Premium chuj pomoże. Wiecie, że kilka miesięcy dokładałem się do zysków spółki Tinder Inc.? Inwestycja w Tindera Premium na chuj się zdała. Ten akapit nie będzie jednak o rynku portali randkowych, a po prostu o relacjach. Jestem takim człowiekiem, który bez partnerki żyje na pół gwizdka. I nie chodzi wyłącznie o testosteron, który nie znajduje właściwego sobie ujścia. Po prostu przez ponad 4,5 roku sprawdziłem, że nie jest mi pisane życie singla. W międzyczasie bardzo aktywnie próbowałem poprawić tę sferę życia. Ale chuj, nie wyszło. Mimo wszystko wierzę, że będzie OK. A jest tak dlatego, bo zacząłem wierzyć w siebie. Co prawda chwilę to zajęło, coś koło 32 lat. Nastał jednak dzień, kiedy zajrzałem do samego siebie. I nawet nie będąc idealnym, wiem, jak dużo mam do zaoferowania. Dopiero oswajam się z tą myślą. Ale poczułem wiatr w żagle, którego dłuższy czas brakowało. Złapcie dystans do samych siebie, a przekonacie się, że jesteście fajniejsi niż się Wam wydawało.

Obstawiaj sprawdzone konie. Z której strony by nie patrzeć, dobrze mieć swoich ludzi. Kiedyś myślałem, że każdy kto staje na mojej drodze, powinien dołączyć do mojej drużyny. Po czasie okazywało się, że drużyna nie jest tak wielka jak pierwotnie planowałem. Nie czuję już żalu do tych, którzy mnie nie zaakceptowali. A takich wśród przyjaciół, czy kobiet w których pokładałem nadzieję, jest cała masa. Dziś cieszę się, gdy odzywam się do kogoś, kto na moją wiadomość odpowiada. Do znajomego, który zrozumie moje poczucie humoru. Albo pamięta co mnie trapi. Cieszę się kiedy kontaktów jest dużo. Ale wiem, że prawdziwą wartość niosą te bliższe relacje. Sprawdzone w boju. Zaufane. Takie, które oparte są na wzajemności. Dotyczy to zarówno kolegów jak i kobiet. Intuicja podpowiada, że uda się odnaleźć prywatne szczęście dzięki żelaznej cierpliwości. Bo gdzieś w pobliżu są ludzie, którzy poznają Cię powoli. A to, że docenią Twoje jasne strony, jest kwestią czasu.

Nigdy, kurwa, nie jest za późno. Jestem jedynakiem. I pochodzę z rodziny w której nigdy nie było miłości. Ani na rodzeństwo, ani na rodziców, nigdy nie liczyłem. Ale udało mi się uzbroić w żelazną cierpliwość. Starałem się żyć po swojemu i pokazywać rodzicom wartości, których sami mnie nie nauczyli. Mam poczucie, że odniosłem sukces. Odebrałem dziś telefon, a w słuchawce usłyszałem: „Koniec wesela. Wszyscy… wypierdalać.” A za niemądrym cytatem padła salwa śmiechu. Jeżeli oglądaliście „Wesele” Smarzowskiego na pewno wiecie o jaki cytat chodzi. Jednak pewnie większość z Was nie pojmuje co mnie tak cieszy. Ano cieszy mnie, że 69-letni Jan, syn zawodowego żołnierza, zaraził się zamiłowaniem do filmów, które lubię. Złapał dystans do tego, co go otacza. Kiedyś szorstki i zasadniczy, dziś sam bryluje w pracy jako król luzu. A doskonałym humorem dzieli się ze mną. Nigdy nie jest za późno. Jeśli złapiecie dystans, doczekacie takich momentów, jakich ja doczekałem.

Dystans, kurwa. Dystans albo wszyscy umrzemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *