Warszawa II

Warszawa II

Pamięć poszatkowana na kawałki wracała powoli. Z tych kilku obrazów, które w niej pozostały, ułożył historię. Przestępstwa prostego ale brutalnego. Które trudne do wykrycia, na zawsze pozostawi ranę w jego wnętrzu. Zmęczony cofnął się w głowie tak daleko jak tylko mógł. W czwartkowy wieczór opuścił znajomych kończących piknik po prawej stronie Wisły. Lato i wczesna pora zachęcały żeby wpaść gdzieś jeszcze. Pusty dom nie zapraszał by do niego wracać. Wybór padł na Luzztra. Miejsce owiane złą sławą, mroczne. Ale nie na tyle złe żeby nie przekraczać jego progu. Przed oczami stanęła niemal pusta w dzień powszedni sala. Zamówił jedno piwo. O jedno za dużo. Później historię wytyczył szlak kolejnych bankomatów, które opróżniał z pomocą nieznajomej. W ten sposób przejechali pół miasta, żeby na końcu trafić do mieszkania. Tu historia uzyskała tragiczny finał. Trzeba było zadbać, by Zmęczony nieprędko odzyskał świadomość. „Nigdy nic mi się nie stało”, myśl przemknęła przez ociężałą głowę. „Dziś chyba życie nadrobiło zaległości”, mimo wszystko uśmiechnął się w duchu.

Trauma nie opuszczała go przez wiele tygodni. Powrót do pracy, kontakt z rodziną. Przez długi czas nikt nie wiedział o tym co go spotkało. Dom przestał być twierdzą. A sen, nawet mimo zmęczenia, był krótki i niespokojny. Świadomość zmienionych zamków i tego, że resztką sił ocalił niemałą sumę pieniędzy, nie łagodziła stresu.

„Noc jest życiem”, brzmi tytuł biografii Svena Marquardta, bramkarza berlińskiego Berghain. Zmęczony tamtej nocy zmarł, żeby poznać smak życia na nowo.


Historia, którą opisałem, wydarzyła się w lipcu 2014 roku. Przez długi czas emocje z nią związane nie pozwalały normalnie funkcjonować. Zacząłem bać się wieczorów, a sen przychodził z trudnościami. Nigdy nie spodziewałem się, że spotka mnie coś takiego. Złego od samego początku do samego końca. Tak naprawdę do dziś nie uzyskałem pomocy o jaką powinienem był poprosić w tamtym czasie. Nie wszyscy z którymi rozmawiałem docenili rysę, która została w moim wnętrzu. Ale i tak jestem wdzięczny przyjaciołom starającym się jakkolwiek zrozumieć tamtą noc. A praktycznie 2 noce, bo wszedłszy do klubu w czwartkowy wieczór, obudziłem się w mieszkaniu po kilkudziesięciu godzinach.

To co się stało zgłosiłem policji. Składanie zeznań i grzebanie w resztkach pamięci było trudnym doświadczeniem. Komenda przy Wilczej to straszne miejsce. Straszne przez obciążenie policjantów pracą i ich znieczulicę. Jeśli nie przytrafiło się Wam nic naprawdę złego, nawet nie próbujcie tam wchodzić. Mogę radzić aby zgłosić przestępstwo listownie, czekając na zaproszenie do złożenia dodatkowych wyjaśnień. Moja historia kwalifikowała się do podjęcia działań przez Wydział Dochodzeniowo Śledczy. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Peerelowskie meble i podstarzałe komputery. Policjant tak przejął się spisywanymi zeznaniami, że poszedł do innego pokoju zapytać o coś kolegów. Na biurku została służbowa broń. A w jej tle kolekcja zdjęć Jana Pawła II z całego niemal pontyfikatu. „Opatrzność czuwa”, pomyślałem.

Mimo, że udało mi się sięgnąć pamięcią naprawdę daleko, dochodzenie umorzono po 2 miesiącach. Zresztą wychodząc z komendy nie spodziewałem się, że będzie inaczej. Po jakimś czasie zdałem sobie sprawę jak wiele jest podobnych przestępstw. Moje pieniądze, zegarek i spokój nie stanowiły aż takiej wartości, żeby poruszać niebo i ziemię w ich obronie. „No i po co chodzi pan w takie miejsca?”, to pytanie policjanta utkwiło mi w głowie do dziś. Bo odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna.

Chodzę, bo taki mam kurwa gust. I chuj kogokolwiek interesuje estetyka, którą lubię. Taką mam chęć i potrzebę. Takich, a nie innych miejsc i zjawisk jestem ciekaw. Bo przez całe życie ewoluuję. Za miesiąc może się okazać, że pragnę innych bodźców. Ocenianie gustów uważam za objaw niedojrzałości. Jak można nadawać ładunek emocjonalny temu czy ktoś lubi białe albo czarne? Sól lub pieprz? Lato czy zimę? Zawsze chciałem poznać miasto nocą. Poznałem je aż za dobrze. Czy to mnie zniechęciło? Przeciwnie. Po tym gdy na głowę zawalił mi się świat, wiedziałem, że nic już nie może się wydarzyć. Jestem tam gdzie chcę, kiedy chcę. Poznaję ludzi mniej lub bardziej godnych uwagi. Czasem potykam się i upadam, ale nigdy tak mocno jak tamtej nocy. Co ważne, stałem się dużo bardziej ostrożny. Unikam sytuacji, które mogłyby narazić mnie na kłopoty. Przestałem żałować, wstydzić się. Przestałem się bać. Mimo, że Warszawa to nie Berlin, zdecydowanie potwierdzam.

Noc jest życiem.

One thought on “Warszawa II

  1. No czekałem na ten wpis. Spoko. Z Wilczą mam podobne doświadczenia. Potwierdzam. Dostałeś w nos to się nie fatyguj:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *