Heroina

Heroina

Kurwa, nie wierzę. Miesiąc temu pisałem, że za kilka dni wrzucę tu coś nowego. W takich chwilach czuję się jak pieprzony heroinista. Bo jak inaczej nazwać trwanie w czymś na kształt błogiej apatii. Godziny zamieniają się w dni, dni w tygodnie, tygodnie w miesiące i tak dalej. A hera znosi ból. Wprowadza w stan euforii. Przynosi senność. Maskuje rozwój choroby.

Heroina to coś takiego o czym pewnie nikt z Was nie myślał. Ja też, gdy słyszę to słowo, wzdrygam się i odsuwam temat jak najdalej. Jesteśmy teraz nowocześni, mamy wiele możliwości żeby się zatracić. A znikamy często i na długi czas. Może jednak jesteśmy heroinistami? Oby nie. Ale dziś właśnie będzie o tym strasznym narkotyku.

Rzucam słowa na wiatr. Przecież tak często obiecuję sobie i innym, a moje słowa znaczą coraz mniej. Praca, od dziś. Nauka, od dziś. Sport i zdrowie, od dziś. Ile razy zaczynałem coś od zera. Nie chciałem wielkich zmian, ale jakichkolwiek działań. Z wdrożeniem których pojawiały się kolejne problemy. Że nie wspomnę o tym, co obiecywałem innym. Pomogę, zrobię, pomyślę, spotkam się. A na koniec dnia i tak nic z tego nie wychodziło. Czy źle gospodaruję czasem? Mam za mało silnej woli? Nie mam pomysłu na siebie? Fantazjuję, a nie chodzę po ziemi? Udaję zainteresowanie innymi? Nie lubię swoich znajomych? Jestem leniwy? Spoczywam na laurach? Chuj wie. Efekt jest taki, że z moim słowem liczy się coraz mniej osób. I z Twoim też; nieprawdaż?

Nie planuję. Mój czas staje się miałki jak piasek. Przelatuje przez palce, tracę go coraz więcej. Coś co mógłbym zrobić dziś, robię jutro. A jutro zwykle nie dochodzi do skutku. Mam kalendarz, ale nic sobie nie robię z jego wpisów. Nie widzę siebie za miesiąc, za rok. W sumie nie wiem kim jestem dziś, a na pewno nie wiem kim będę za 3 lata. Planowanie brzmi świetnie w teorii, ale chujowo idzie mi w praktyce. Odrzucam je jako wymysł zboczonych korporacji albo pseudo-kołczów i pseudo-menedżerów. Jestem tu i teraz. Przecież jutro nie umiera nigdy. Czy jakoś tak.

Nie skupiam się na zadaniach. Telefon dzwoni, Messenger miga powiadomieniami. Maile się piętrzą. Znajomi wołają. Chuj, zrobię to później. Zaczynam, nie kończę. A przecież premier Miller mówił, że faceta poznaje się po tym jak finiszuje. Nawet ten ważny głos uznaję za błahy. Odrywam się, rozluźniam. Jestem mistrzem multitaskingu. Konsekwencja jest passe, uwaga staroświecka, priorytetem jestem ja i mój błogi nastrój. Przecież jest świetnie, jakoś to będzie, nie przejmuję się, nie myślę. Kurwa, a może gdybym zrobił raz a dobrze chociaż jedną rzecz, ruszyłbym naprzód? Gdybym poświęcił jednej osobie odpowiedni czas, coś by zakiełkowało? Gdybym umiał ustawić priorytety, poczułbym progres? Nie wiem. Nie mam pomysłu na siebie. Wszystko tak samo ważne. Wszystko nieważne. Nie mogę się skupić.

Stoję w miejscu. Skoro nie umiem wdrażać swoich pomysłów. Jeśli nie wiem jak będzie wyglądało moje jutro. Kiedy niczego nie doprowadzam do finału. Nie mogę powiedzieć, że idę naprzód. Ja pełzam. Przesuwam się o metry, a nie setki czy tysiące kroków. Tempo jakie nadaję swojemu życiu jest żadne. Czy chodzi mi o to, że nie ścigam się z innymi? Absolutnie nie. Czy wyrzucam sobie, że jestem gorszy? Nie, to nie o tym. Ale chciałbym spoglądać na siebie w lustrze i być zadowolonym. Nie naćpanym i sztucznie uśmiechniętym, ale zdrowym i dumnym. Wiedzieć, że mam swoje życie pod kontrolą. Że chwyciłem byka za rogi. Że mogę każdemu spojrzeć w oczy ze spokojem. A dziś tak nie jest. Czuję, że coraz częściej stoję w miejscu.

Jestem ćpunem. Pierdolonym narkomanem, który wali herę. Za dużo tej błogości i spokoju. Za dużo znieczulicy. Za mało zdrowego wysiłku i wyrzeczeń. Takich drobnych decyzji, które przełożą się na wielkie wybory. Bo powinienem wybrać siebie, swoje marzenia. Wybrać najbliższych, najważniejszych. Nie udawać, że obchodzi mnie każdy i wszystko. Nie powinienem wstydzić się swoich wyborów. Muszę odstawić heroinę z jej słodką apatią i ogromną euforią. Dość maskowania choroby lenistwa, odkładania w czasie, pustosłowia. To nie jest zapowiedź zmiany z dnia na dzień. To nie jest nic łatwego. Idę na detoks. Może spotkam tam kogoś z Was. Do zobaczenia!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *