Chłód

Chłód

Obejrzałem po raz kolejny „The Social Network”, film o historii Facebook’a. Jeśli pamiętacie, gdzieś na początku rozżalony Zuckerberg zamiast iść na imprezę, uzupełnia swój blog o obraźliwe posty na temat swojej byłej. Po skończeniu tej ekstrawertycznej orgii, znudzony zaczyna tworzyć serwis warty dziś niecałe 600 miliardów dolarów. Nie jestem może aż tak wkurwiony na otaczający świat i nie umiem programować, ale jest to jakiś pomysł na wigilijne popołudnie. Za oknem niby ciepło, 2 stopnie na plusie, a mimo to czuję otaczający mnie chłód. Czy też tak macie?

Mój początek roku był tak chujowy, że nawet nie zasługuje na dłuższy akapit tego pamiętnika. Odkopałem wtedy jakieś resztki energii i liczyłem na odnowienie kontaktu z kobietą, która jak nikt zmąciła mój wewnętrzny spokój. Na prawdę można tak łatwo „popsuć głowę” 32-letniego faceta? Oczywiście, że można. Niektórym wychodzi to tak naturalnie jak innym nauka śpiewu, szybkie bieganie czy dryg do gotowania. Poznałem kobiety tak rozregulowane, że ich „złymi fluidami” dałoby się uzupełniać rakiety i urządzić na Ziemi nuklearną zagładę. Grande finale tamtej znajomości to stwierdzenie „Nie masz płyty indukcyjnej, nie zamieszkamy razem (…)”. Kochałem ją jak wariat. I w pewnym momencie zostało ze mnie już tylko „wariat”. Bardzo ciężko regenerować się po „doświadczeniu chłodu”. Czasem mam przed oczami jej uroczy, zadarty nos. Dziś już wiem, że zadarty bo będący częścią kogoś kto po prostu nie umie zbudować niczego konstruktywnego z mężczyzną. Zuchwałość, lenistwo, absolutny brak empatii, chłód.

Rok 2018 nie byłby sobą gdyby nie zafundował mi totalnej huśtawki. Po strasznej zimie i złej wiośnie nadeszło najgorętsze lato jakie mogłem sobie wyobrazić. Kiedy skaczę myślami do tamtych kilku miesięcy żałuję, że nie ma jakiegoś magicznego przycisku „pauza”, który naciśnięty zatrzymałby życie w danym momencie. Chciałbym cieszyć się jeszcze latem, ale żyjąc już tyle czasu powinienem był się przyzwyczaić, że później przychodzi jesień i zima. I chłód.

Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych, pierwsze spotkanie odebrałem jak coś magicznego. Mimo, że spędziła ze mną masę czasu, miałem poczucie jakby nie chciała się do mnie zbliżyć. Ale historia potoczyła się szybko i zaskoczyło mnie kiedy staliśmy się niemal nierozłączni. W najlepszym tego słowa znaczeniu mogłem liczyć na jej uwagę i wsparcie. Na tyle na ile umiała, okazywała coraz większe przywiązanie. Po raz pierwszy od lat wydawało mi się, że rodzi się partnerstwo. Relacja symetryczna, budowana z pełną wzajemnością. Związek jaki daje energię, szczęście i uśmiech, który nie znika z twarzy. Kurwa, nawet nie wiecie jaki tego lata byłem szczęśliwy. Nie zdążyłem Wam tego powiedzieć, bo każdą chwilę starałem się poświęcić kobiecie jaka skradła moje serce. Najdrobniejszej i najdelikatniejszej jaką poznałem. I chyba jedynej z jaką chciałem budować jak najdłużej, jak najgłębszą relację.

Doszedłem do takiego punktu jaki trudno będzie opisać. Trudno, ponieważ mimo 32 lat poświęconych na rozgryzanie ludzi, sam nie wiem czemu po upalnym lecie tak szybko zrobiło się chłodno. Z jednej strony pojawił się problem jaki wyhamował naszą znajomość. Nie ma sensu bym wchodził w szczegóły bo wierzę, że można budować jedność mimo różnic. Nauczono mnie naprawiania, a nie całkowitego demontażu znajomości z drugim człowiekiem. I wydaje mi się, że zrobiłem wszystko aby powstał kompromis. Z drugiej strony chyba w tamtym momencie skończyła się między nami szczerość. A bez niej nawet najprostsza znajomość traci na znaczeniu, żeby nie powiedzieć, traci jakikolwiek sens. Bardzo ważę słowa wspominając Wam o tej historii bo mam do tej kobiety duży szacunek. Ale coś co pozostaje niewyjaśnione, totalnie zaburza wewnętrzny spokój i odbiera chęć działania. Codziennie rano staję przed lustrem i pytam sam siebie: „Co jest nie tak?”. Każdy zasługuje na prawdę, ale nie każdego stać na szczerość. Niby takie oczywiste, a ciężko się z tym pogodzić gdy szczęście pojawiło się bardzo szybko i równie szybko zniknęło.

Dziś nie jest o użalaniu się nad sobą, chcę aby została w Was inna myśl. Bo mijający rok to jeszcze wiele innych kontaktów z ludźmi, którzy na pierwszy rzut oka zupełnie zwyczajni. A po ciut bliższym poznaniu absolutnie zagubieni i samotni. Idę przez życie i chciałbym zbliżać się do ludzi spokojnych i szczęśliwych. Ale coraz mniej udaje mi się spotykać takich na swojej drodze. Sam często mam problem z otwarciem się tak do końca. Niemniej mam poczucie, że udaje mi się słuchać i odpowiadać na emocjonalne potrzeby drugiej strony. W tym roku niestety bardzo mało ludzi umiało zadziałać w moim kierunku. Często czułem się jak widz programu telewizyjnego. Osoba z ekranu mówi do ciebie, nadaje komunikat i pochłania uwagę. Ale nie umie, a może nawet nie chce, zaprosić ciebie do swojego show. Kurwa, przecież relacja to działanie w obie strony. To wiadomość, telefon, zaproszenie na spotkanie. A nie oczekiwanie, że ktoś będzie zbliżał się, budował przyjaźń, kochał, pożądał za siebie i za drugiego człowieka. Tak się po prostu nie da.

Jesteśmy samotni bardziej niż mi się zdawało. Chcemy, ale nie wiemy jak. Pogubiliśmy się. Najbardziej martwi mnie, że nie jestem pewny czy uda nam się odnaleźć. Na czas świąt proszę abyście jak największą uwagę poświęcili sobie samym. Ciągłe kierowanie uwagi na wszystko dookoła nie sprawi, że będziecie lepszymi przyjaciółmi czy partnerami. Rok 2018 nie był najbardziej optymistyczny, za dużo w nim było chłodu. Czas lepiej układać „w sobie”, żeby działając „na zewnątrz” mieć jak najwięcej dobrej energii do przyciągania ludzi, którzy dadzą Wam szczęście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *